Droga Tarota - polskie wydanie
„Ucząc się znaczeń tarota, w pierwszej kolejności musimy się nauczyć patrzeć.*” (s. 266)
Ciekawe, bo zawsze słyszałam, że to „narzędzie szatana” - zwykle od tych, którzy niewiele o nim wiedzą.
Tyle, że dla mnie tarot to specyficzny język głębi, sztuki, wrażliwości i historii. To język, który pozwala prowadzić wielowymiarowe dyskusje z samą sobą, a jeśli tylko się na to zdecyduję, wędrować po wewnętrznych krainach w towarzystwie niezwykłych ludzi. I wierzę, że to nie język determinuje z kim i o czym rozmawiamy, a nasze decyzje o podjęciu, temacie i przebiegu rozmowy.
Uczę się tarota, bo uwielbiam patrzeć. Cichutko obserwować ten zachwycający taniec codzienności. Te skomplikowane sploty emocji, z których powstają tkaniny o misternych wzorach. I dopowiadać sobie, co też mogło być dalej, co też mogło być wcześniej... A tarot jest opowieścią. Wciąż zaskakującą, co rozdanie inną. Co rozmówca - inną. Zawsze głęboko poruszającą i motywującą, bo opowiada tym bogatszym językiem, im bogatsza i uważniejsza ja jestem. I właśnie w pewien sposób o takim tarocie jest w mojej ocenie książka Alejandro Jodorowsky’ego i Marianny Costas.
Oficjalnie tekst skupiony jest na Tarocie Marsylskim. Precyzyjniej, na wersji tegoż tarota zrekonstruowanej przez Jodorowsky’ego i Philippe’a Camoin’a w toku wieloletnich prac porównawczych, badań i poszukiwań. O szczegółach tej fascynującej współpracy oraz drodze od myśli do książki, którą właśnie trzymam w dłoniach przeczytacie we wstępie napisanym przez autora. I mimo że do wstępów miewam podejście mieszane, tak tu zaręczam - gdyby go sfabularyzować, to mógłby być mocny konkurent „Kodu Da Vinci”.
„Droga tarota” od Wydawnictwa Illuminatio jest niczym wykład na dobrych studiach - zaciekawia, pokazuje możliwości, zachęca do własnych poszukiwań, nie narzuca i wysyła w podróż. Gdzie zawędrujesz? Co zrobisz z pytaniami czekającymi na odpowiedzi? Czy zatrzymasz się na stronie 535 czy może wejdziesz na kolejną ścieżkę, to już - Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko - zależy tylko od Ciebie.
"Jeżeli zgodzimy się co do tego, że tarot nie działa jak szklana kula, a tarolog nie jest jasnowidzem - osobą obdarzoną talentem, który pozwala ujrzeć przyszłość klienta - a jedynie czytającym, przekonamy się, że arkana tworzą język, w którym miejsce liter i słów zajmują rysunki i kolory. Tak, jak różni ludzie porozumiewają się po francusku, hiszpańsku, angielsku, japońsku i tak dalej, tak my możemy mówić w języku tarota. Studiując go, każdy z nas może się go nauczyć, dowiedzieć się, w jaki sposób czytać i tłumaczyć wiadomości przekazywane przez tarota, i nie trzeba do tego być magikiem, jasnowidzem ani osobą obdarzoną zdolnościami parapsychicznymi. Opanowanie tarota jest w zasięgu każdego człowieka.*" (s. 351)
Szklanej kuli używam tylko do zdjęć i daleka jestem od przekonania, że w jakichkolwiek ilustracjach, choćby były najniezwyklejsze na świecie, może być zawarta moc tak wielka, by decydowały o moim bądź czyimś losie. Wierzę za to, że obraz znaczy często więcej niż tysiąc słów i że dostrzegane symbole i zapamiętywane sny uchylają drzwi do pokładów siły i wiedzy, z których żal mi nie korzystać...
I choć jest w polskim wydaniu kilka chochlików (np. na s. 53 i 87 - uważajcie więc przy czytaniu) i że nie zgadzam się z kilkoma przedstawionymi w książce opiniami (na przykład z tą na stronie 263 na temat ilustracji do tarota RWS), to jednak w przeważającej większości myśli autorów "Drogi tarota" bliskie są moim, a wiele fragmentów skłania do głębokich refleksji. Za mną pierwsze czytanie, ale wiem już, że nie ostatnie.
_
*"Droga Tarota. Odkrywanie tajemnic życia poprzez symbole i archetypy", Alejandro Jodorowsky, Marianne Costas


